„W zawodzie artysty zrobić wszystko co można, nie jest to zrobić dosyć”. Dziewiętnastowieczny album z recenzjami koncertów braci Wieniawskich


Prezentujemy album z wycinkami z prasy dotyczącymi występów braci Henryka i Józefa Wieniawskich w pierwszych latach ich wspólnego koncertowania w połowie XIX wieku. Znajdziemy tu relacje z występów w Odessie (1852), Wiedniu (1853), Monachium (1853, 1854), Lipsku (1853, 1855), Berlinie (autorstwa słynnego Rellstaba), Królewcu, Würzburgu, Poznaniu (1854), Gdańsku, Bydgoszczy, Frankfurcie nad Menem, Norymberdze, Hanowerze (1854), Lublinie, Brukseli i Hamburgu (1855). Nazwy czasopism z których pochodzą fragmenty pojawiają się niestety tylko okazjonalnie. W albumie znajduje się ponadto portret Józefa Wieniawskiego (młodszego brata Henryka), z 1853 roku. Zabytek przechowywany jest w Bibliotece Narodowej w Warszawie (sygnatura Podr.Muz.V.J. Wien.1, domena publiczna).Zrzut ekranu 2016-03-25 o 12.25.24Z albumu wybraliśmy entuzjastyczną recenzję z lubelskiego koncertu, na którym był obecny recenzent „Dziennika Warszawskiego” – niejaki „…ski” [Rzewuski?]. W upalny, letni dzień 19 czerwca 1855 roku, w sali niebezpiecznie przepełnionej po brzegi entuzjastami, którzy zjechali z okolicznych miejscowości, by wziąć udział w nie lada wydarzeniu, w warunkach – jak zauważa recenzent – sprzyjających szerzeniu się chorób (sic) – w swoim rodzinnym mieście wystąpili 20 letni skrzypek Henryk i 18 letni pianista Józef.00023-1Jeszcześmy się nie uspokoili z odebranych wrażeń na koncercie braci Wieniawskich odegranym w dniu wczorajszym. Miasto napełnione przybyłemi z odległych okolic gośćmi, którzy zapytują się wzajemnie: czy byłeś? czy słyszałeś? jak ci się podoba? kto lepiéj gra? kto jest wyższym, czy Wieniawscy, czy Kątscy? – Uprzedzając podobne zapytania z Twéj strony na które w obowiązku jestem odpowiedziéć, przesyłam ci tu kilka uwag o naszych artystach rodakach, przesyłam tyle ile ich poznać mogłem z jednego koncertu.

Gdybym ci opisał przepełnioną salę pomimo niebezpieczeństwa tak licznego zgromadzenia się w czasie upału i panujących chorób[,] zadziwienie, uniesienie publiczności nad wielkością gry, gienjalnością (sic) utworów, gdybym przeliczył wszystkie oklaski i kwiaty rzucane ręką Lubełskich (sic) piękności, w zamian za miłjony (sic) pereł i djamentów rozsypanych przez koncertantów, niepowiedziałbym nic nowego; powodzenia albowiem w swym zawodzie doznawali panowie Wieniawscy od pierwszych lat, od pierwszych kroków na drodze artyzmu, doznali go we wszystkich stolicach Europy, w świątyniach swéj sztuki, w obliczu jéj mistrzów i arcykapłanów, rozbierano ich, anatomizowano do najdrobniejszych szczegółów, powiedziano wszystko co tylko o ludziach wyższych powiedzieć można, niezostawiając dla nas [nic innego] jak tylko uczucie podziwu i dumy, że ci którym Europa przyznała mistrzostwo, których uznała za wieszczów, są naszemi rodakami, są dziećmi Lublina.

Przebyli panowie Wieniawscy cały bezmiar znajoméj drogi, stanęli u samego szczytu swego przeznaczenia, w krótkim czasie, bo zostali na nią pchnięci siłą wyższą, – w tym samym kierunku udaje się dzisiaj wielu zwolenników muzyki, ale oblani potem, przyciśnieni (sic) wiekiem, pokryci siwizną, zaledwie na połowie drogi upadają z wycieńczenie, żebrzą tedy publicznej litości opisując swe rudy, swoje kłopoty, żądają abyśmy ich wielbili i nadgradzali (sic) za śmiałość w przedsięwzięciu – ale w zawodzie artysty zrobić wszystko co można, niejest to zrobić dosyć, tam albowiem oczekują nas dwa ostateczne wyroki: starosta albo kapucyn.

Kto został niewolnikiem swéj sztuki, ten będzie się wprawiał przez pół wieku w pocie czoła i w końcu otrzyma nagrodę godną pracowitego rzemieślnika, ale kto jak panowie Wieniawscy sztukę weźmie za narzędzie do rozwinięcia swych zdolności, do rozpłomienienia boskiego ognia swych piersi, gienjalnych (sic) swych pojęć, ten zostanie wieszczem ludu, dla tego najrozleglejszy zakres powolania (sic) będzie rozkoszną przechadzką, stanie u jéj kresu za lat młodzieńczych, odkryje nam jeszcze nowe szlaki, nowe drogi. Artyści tacy jak panowie Wieniawscy, niemogą być sądzeni z wrażeń koncertowych, bo gra ich jest tylko miarą zdolności i twórczéj potęgi, z koncertu sądzą się tylko exekutorowie, a gra panów Wieniawskich jest twórczą – porównać ich z panem Kątskim lub innemi artystami niegodzi się pod żadnym względem, bo panowie Wieniawscy nie są członkami jakiejś kongregacji lub towarzystwa przyjaciół solidarnie odpowiedzialnego za swoją całość, nie są wykonawcami pewnych przepisów etykiety muzykalnéj, ale są samemi sobą. – Utwory panów Wieniawskich niejest to Enejda napisana na wzór Iliady, ani trajedja (sic) na wzór Rassyna (sic) [Racine’a], ale są to pierwotwory i pierwowzory do których materjał wzięty [jest] z własnego natchnienia, a obrobiony własnem pojęciem.

Przed kilku laty kiedy byli jeszcze w bardzo młodym wieku, słyszeliśmy ich prace, które nosiły w sobie zupełną dojrzałość, jaka z rąk dziecka wyjść nie może, wolne od przesady, fałszywych ozdób i skoków jako nieodłączne charakterystycznéj cechy pierwszych kompozycji, bo twórczość panów Wieniawskich uprzedziła ich wiek, inna ich pełnoletność ciała a inna ducha, nie trzeba na nią pewnych lat prawem przepisanych, ani żadnych przywilejów.

Bo zaiste kto rostoczył (sic) w grze swojéj czarujący obraz wszystkich cudów muzyki, jakie w historji i w ludach porozrzucane, kto cały obszar harmonji pomieścił w swéj duszy jak zabawkę w ręku dziecka, ten zostanie arcykapłanem muzyki; – to jest przyszłością panów Wieniawskich, Oni zbiorą bogactwa tak hojnie porozrzucane na naszéj ziemi, uszlachetnią je, owioną swem życiem – to jest praca godna takich ludzi i takich zdolności jakiemi są panowie Wieniawscy.

Lublin jest kolebką jednego z pierwszych, najulubieńszych piewców i gawędziarzy dawnych dziejów, tenże sam Lublin wydał Wieniawskich. Oni zaśpiewają piosenkę dla serc naszych, która jednym tchnieniem obleci naszą ziemię; zawiekuje (sic) w ustach[,] w piersi każdego, oni nam opowiedzą w wielkim poemacie wszystko co jest ciekawego w historji i w życiu prywatnem w smutku i w radości, w przeszłości i przyszłości, a opowiedzą tak swoją, tak rodzinną nutą.[…]

W przeciągu ostatnich czterech lat wszystkie prawie stolice Europy słyszały i uwielbiały panów Wieniawskich. Wszystkie pisma rozgłosiły ich imie, jedna tylko Warszawa nie miała (sic) dotąd udziału w powszechnem uznaniu; a jednakże jest to miasto bardzo interesujące naszych artystów, jeżeli jak sami oświadczyli poklask w Lublinie jest dla nich najwyższą rozkoszą serca, przyjęcie warszawian równą mieć będzie wartość. Kto został uznany przed trybunałem ludów, ten słusznie szukać może zadowolenia swego serca i godzien aby mu sercem odpowiadano, a Warszawa jest niezaprzecznie (sic) głównym nerwem naszego życia, jest sercem krwi i uczuć naszych, tam tedy oczekuje panów Wieniawskich najserdeczniejsze przyjęcie i uwielbienie.

…ski.


 

Dodaj komentarz