Krótka historia w obrazkach z przykrym spleśniałym morałem


Ikonografia dziewiętnastowiecznego salonu przyzwyczaiła nas do widoku instrumentów pokrytych bibelotami, fortepianów i pianin, na których stoją wazony pełne kwiatów i doniczki. Rzecz jasna wygląda to pięknie, szczególnie jeśli w pluszowym salonie portretowana jest urodziwa dama, w kolorowej sukni, dotykająca lekko klawiszy fortepianu, siedząca naprzeciw wazonu bzów, peonii, róż itd., które znakomicie kontrastują z jej modną kreacją, subtelnie podkreślają młodzieńczy rumieniec policzków, i nie siedzi ona tylko w środku kompozycji przy wielkim czarnym pudle. Możemy jednak spokojnie założyć, że dama (zostańmy przy damie), nie wycierała kurzy własnoręcznie, lub małżonek damy mógł kupić jej nowy instrument, jeśli np. woda z wazonu jej się do fortepianu niechcący wylała. Jeśli dama nie pucowała instrumentu sama, ani nie wymieniała wody w wazonie sama, nie mogła wiedzieć, że wazon ze świeżą czy nieświeżą wodą po prostu instrumentowi nie służy. Malarze zaś, ambitnie studiujący odbicie kwiatów na czarnej politurze też chyba rzadko pod wazon zaglądali. Tymczasem pomimo serwetek i podstawek pod wazonami i doniczkami zbierała, zbiera i zbierać się będzie po wsze czasy wilgoć, i tak powstaną znane wszystkim krążki (także po szklankach) – odparzenia na fornirze i odbarwienia politury, niegodne żadnej damy!

Poniżej przykry przykład tego, co ze zwykłą półką potrafi zrobić doniczka pelargonii. Spleśniały morał ku przestrodze. Przypominamy i apelujemy, nie róbcie tego fortepianom.

IMG_1740IMG_1738IMG_1739IMG_1741


 

One Comment

  1. Janusz Starzyk

    Doniczka pod spodem jest chłodniejsza i tam skrapla się para wodna z otoczenia. Nie potrzeba dodatkowo „podlewać” pianina, aby zniszczyć obudowę.

Dodaj komentarz