„Ponieważ wszyscy są obznajomieni z rodziną skrzypiec, nie jest rzeczą konieczną pokazywać lub pisać cokolwiek więcej na ten temat” Michael Praetorius 1619


Z Profesor Honoratą Stalmierską, kierownikiem Katedry Lutnictwa Artystycznego Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu rozmawiamy o programie uczelni, globalizacji lutnictwa i wzorach starych mistrzów, szkole polskiej i nowoczesnych badaniach przeprowadzonych w związku z publikacją o Grobliczach i Dankwartach, drodze do zawodu lutnika „przez tremę”, instrumentach robionych „na staro” i „na gładko”, upartych muzealnikach i muzykologach stających okoniem, fałszywych karteczkach lutniczych, a także o tym, że jak coś się jurorowi spodoba, to nie ma zmiłuj.IMG_1158mZrzut ekranu 2017-03-19 o 16.48.30

Agata Mierzejewska: Jakie wymagania stawia się kandydatom na Wydział Lutnictwa Artystycznego Akademii Muzycznej w Poznaniu, nota bene jedyny taki wydział na uczelni wyższej w Polsce?

Prof. Honorata Stalmierska: Egzamin wstępy na studia lutnicze jest dwuetapowy. W pierwszym etapie kandydat musi wykonać fragment talii skrzypiec łącznie z efem, podrzeźbieniem grubości i brzegiem bez żyłki – ma na to około pięciu godzin. W ten sposób sprawdzamy czy potrafi pracować narzędziami. Jeśli to absolwent liceum w klasie lutnictwa, wówczas wiemy, że potrafi operować narzędziami, ale jeśli ktoś przychodzi z zewnątrz, musimy po prostu sprawdzić, czy praca z narzędziami nie jest mu obca. Później następuje rozmowa i przedstawienie przynajmniej jednego instrumentu, który kandydat sam zbudował. W pierwszym etapie należy również zagrać na instrumencie – sprawdzamy te predyspozycje, ponieważ w  programie studiów znajduje się także nauka gry. To nie jest egzamin z wykonawstwa, co prawda są za to punkty, ale nie trzeba być wirtuozem. W drugim etapie jest za to kształcenie słuchu. Osoby po liceum muzycznym zdają ten egzamin tak jak inni kandydaci na studia, natomiast jeśli przychodzą uczniowie na przykład ze szkoły Kenara z Zakopanego, lub tacy, którzy w ogóle nie chodzili do szkoły muzycznej, wówczas egzamin wygląda oczywiście nieco inaczej, jest to sprawdzenie predyspozycji słuchu.IMG_1161Zrzut ekranu 2017-03-19 o 17.14.10 Jakie są przedmioty wykładowe podczas nauki lutnictwa?

Jest ich sporo. Lutnictwo jako przedmiot główny, są warsztaty zawodowe, gra na instrumencie, historia sztuki lutniczej, instrumentologia, akustyka lutnicza i mnóstwo innych, jak historia muzyki, filozofia, rozmaite fakultety. Nauka trawa trzy lata na poziomie licencjatu, studia magisterskie trwają dwa lata. Od trzech lat prowadzimy też studia doktoranckie.

Jak wyglądają prace dyplomowe kończące poszczególne etapy?

Na egzamin licencjacki musi być przedstawiony jeden instrument na którym zostanie wykonany krótki koncert, do tego dochodzi praca pisemna. Na ocenianym instrumencie nie musi grać jego wykonawca, zwykle studenci wybierają sobie dobrych skrzypków czy altowiolistów, instrument trzeba bowiem umieć pokazać, a nie każdy to potrafi. Obecnie najczęściej proszona jest o to Celina Kotz, świetna skrzypaczka, która znakomicie potrafi przedstawić walory instrumentów zbudowanych przez naszych studentów. Na egzamin magisterski należy natomiast przedstawić pracę dyplomową oraz dwa instrumenty, z których jeden dotyczyć powienien tematyki pracy. Jeśli na przykład praca jest o następcach Stainera, lutnikach, którzy wzorowali się na jego stylistyce, trzeba wykonać albo kopię strumentu Stainera albo instrument w jego stylistyce. Drugim instrumentem powinien być instrument historyczny. Marek Pielaszek, który swoją pracę dyplomowa pisał  na temat rozwoju podstawka w instrumentach smyczkowych, wykonał tablicę przedstawiającą ten rozwój. Egzamin doktorski to także praca pisemna i instrument związany z jej tematyką.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 18.07.03Na jakich materiałach pracują uczniowie?

W ciągu 5 lat studiów studenci wykonują dwa instrumenty dla szkoły z materiałów szkolnych. Na pierwszym roku robią małe instrumenty dziecięce: połówki, 3/4 czy ósemki. Na studiach magisterskich wykonują instrument historyczny, także z materiałów szkolnych, który również zostaje w szkole. Pozostałe instrumenty uczniowie robią już dla siebie i mogą je później sprzedać.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 18.38.06Zrzut ekranu 2017-03-19 o 18.46.59Czy podczas nauki w szkole odbywają się zajęcia w pobliskim Muzeum Instrumentów Muzycznych? Czy studenci mają możliwość poznania zbiorów z Poznania?

Jak żył profesor Kamiński, który był tam kustoszem, mieliśmy zajęcia w muzeum praktycznie przez cały czas. To była wielka radość móc oglądać instrumenty, które przynosił nam z gablot. Jednak po śmierci profesora wszystko się zmieniło. Obecnie staramy się, aby studenci przynajmniej dwa razy do roku mogli wejść do muzeum i dostać instrumenty do ręki, chodzi nam przede wszystkim o polskie instrumenty. Ponieważ nie mamy dostępu do starych instrumentów włoskich korzystamy z książek, które szkoła kupuje. Ale skoro mamy pod ręką polskie instrumenty to nie wyobrażam sobie, że mamy na nie patrzeć przez szybkę.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 18.15.51Czy absolwent szkoły jest gotowy aby otworzyć własną pracownię?

Powinien, ale wiadomo, że osobowości są różne, to kwestia przyswajania wiedzy i rozwoju. Jednak w większości wypadków absolwenci rzeczywiście otwierają po studiach swoje własne pracownie.

Ile osób kończy wydział lutnictwa rocznie?

Kilka. Cztery – pięć osób to jest maksimum. Czasem studia kończy na roku tylko jedna osoba.

Czy wiadomo ile osób zostaje w zawodzie?

Myślę, że 80 procent.

Wszyscy znajdują zatrudnienie w Polsce?

Teraz zaczął się taki trend, który chyba dobrze świadczy o szkole, że studenci coraz częściej wyjeżdżają i pracują w Anglii, we Francji, w Niemczech, w naprawdę różnych miejscach.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 19.38.19Czym różni się polskie lutnictwo od innych – jeśli jeszcze istnieją – szkół narodowych? Czy termin szkoła polska odnosi się dzisiaj wyłącznie do czasów minionych?

Pojęcia szkół, w tym szkoły polskiej, odnoszą się raczej do czasów przeszłych, do XVII i XVIII wieku. W XIX wieku w Europie pod względem stylistycznym wyróżniały się instrumenty z tak zwanej nowej szkoły paryskiej. Współcześnie lutnictwo polskie nie ma jednak cech symptomatycznych, podobnie jest zresztą na całym świecie. W Międzynarodowym Konkursie Lutniczym im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu,  w konkursach w Cremonie, Mittenwaldzie czy Paryżu, biorą udział instrumenty z całego świata. Jeśli obserwujemy jakieś ich narodowe cechy stylistyczne to dziś są to raczej drobiazgi. Nie można powiedzieć, że na przykład efy zrobione są po niemiecku, po polsku czy po bresciańsku. Instrumenty oceniane na konkursach rozpatrywane są dziś przez pryzmat modelu – patrzymy czy instrument zbudowany jest na modelu Stradivariego, Guarneriego, Amatiego, czy może jakimś innym, lub własnym. Oceniamy zatem, czy instrumenty noszą cechy stylistyczne mistrzów, na których są wzorowane. W obecnej chwili pojęcie odrębnej, narodowej stylistyki raczej nie istnieje, nie ma czegoś takiego jak odrębna narodowa szkoła, lutnictwo jest generalnie globalne.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 19.30.48 Czy to znaczy, że względem inwencji twórczej Europa się skończyła? Że kręcimy się jedynie wokół wzorów z przeszłości?

Lutnictwo jest bardzo specyficzną dziedziną sztuki, można powiedzieć, że najbardziej konserwatywną. Skrzypce nie zmieniły swojego wyglądu od ponad 400 lat, praktycznie od czasów Stradivariego, którego modele są dzisiaj najpowszechniej powielane. Jeśli ktoś próbuje zmienić ten klasyczny kształt, taki nowy model istnieje jedynie przez chwilę, ponieważ muzycy nie chcą i nie potrzebują tego typu zmian. Podobnie baza kolorów jest praktycznie cały czas taka sama. Nie ma instrumentu niebieskiego czy czarnego, chyba, że są to instrumenty jazzowe, ale to zupełnie inny typ lakieru.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 19.45.15Czym ogólnie rzecz biorąc różnią się poszczególne modele: Amati, Stradivari, Guarneri?

Generalnie wszystkim, przede wszystkim rysunkiem konturu. Stradivari robił zupełnie inne modele niż Guarneri, chociaż Guarneri, mówiąc w skrócie, również pracował na różnych modelach. Rysunek główki jest inny, rysunek efa jest inny, patrząc na profil, od tyłu czy en face, to są bardzo zróżnicowane elementy. Klasyczne modele są od siebie bardzo różne – cechy różniące starych mistrzów są bardzo wyraźne.

A grubości płyt? Czyli Stradivari może być grubszy lub chudszy?

Grubości są raczej nieokreślane. Chyba, że ktoś ma instrument otwarty i mierzy grubości rzeczywiste, to wtedy budując kopię te grubości powiela. Generalnie jest jednak pewna granica, w której się te grubości znajdują, ale są one różne w różnych instrumentach tego samego mistrza.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 20.12.48IMG_1141Czy to możliwe aby na konkurs do pudła w kształcie Amatiego, dodać na przykład efy Stradivariego? Czy taki składak ma sens? Trzeba trzymać się w całości jednego wzoru?

Na konkursie wszystko zależy od jurora. Jeśli jurorowi się to podoba, to tak, a jeśli mu się nie podoba, to nie.

Dlaczego do konkursu nie można zgłaszać instrumentów znacznie odbiegających od przyjętej tradycji?

Bo taki jest regulamin.

A czy były kiedykolwiek próby, aby ten regulamin zmienić?

Na Konkursie Wieniawskiego jest Złoty Groblicz, nagroda przyznawana największej indywidualności. Kiedyś taką indywidualnością był Michał Więckowski z Warszawy, który opracował model odbiegający od klasycznego, lecz naprawdę przemyślany. Mimo wszystko była to tylko taka próba. Na Wieniawskiego nie można zgłaszać instrumentów wykończonych „na staro”, na które jest obecnie moda wśród muzyków, natomiast jeden z kokursów w Stanach Zjednoczoncyh takie instrumenty dopuszcza, podobnie jest w Anglii. W Polsce i w Cremonie wszystko musi być jednak wykonane na równo, na gładko. Taka po prostu jest konwencja.

A czy jest konkurs, który dopuszcza instrumenty o różnych kształtach?

Tak, to Ogólnopolski Konkurs Lutniczy im. Kamińskiego.Zzrzut ekranu 2017-03-19 o 20.20.27

Szkoła polska, skrzypce przypisywane Dankwartowi, ok. poł. XVIII w., Muzeum Instrumentów Muzycznych (oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu), MNP I 235, fot. Adam Cieślawski, Muzeum Narodowe w Poznaniu

 

Dlaczego Dankwart (instrument z ok. poł. XVIII w., zwyczajowo datowany 1602) jest modelowym instrumentem podczas próby dźwięku na Konkursie Wieniawskiego?

Był, już nie jest. Nie wiem dlaczego na ostatnim konkursie już go nie było. W zamian pojawił się Guadagnini, właściwie pseudo Guadagnini. Mogę tylko gdybać dlaczego Dankwart był tak hołubiony. Przy Muzeum istniała kiedyś Capella Posnaniensis i profesor Kaliszewska sobie ten instrument upodobała. Grała na nim często, jego dźwięk jej się podobał. Od tego właśnie momentu Dankwart był instrumentem testowym.

A Orso Koreańczyka Parka, I nagroda na zeszłorocznym Konkursie, rzeczywiście był takie dobry?

Konkurs i ocena jurorów to jest bardzo subiektywna rzecz każdego lutnika. Tak wybrali.

Właściwie dlaczego pierwszy etap oceny instrumentu na konkursie to ocena wyglądu zewnętrznego?

Niektóre instrumenty są tak wykonane, że nie ma sensu ich słuchać i zastanawiać się nad ich stylistyką. Kiepski warsztat od razu je dyskwalifikuje.IMG_0922Zatem lutnik patrząc na instrument jest w stanie od razu ocenić także jego brzmienie?

Zdarzały się takie wypadki, że instrument źle wyglądał, a naprawdę dobrze grał, nie jest to zatem jednoznaczne, ale ponieważ instrument ocenia się w dwóch płaszczyznach – i dźwiękowej, i plastycznej, w pierwszym etapie odrzuca się te instrumenty, które są wizualnie nie do przyjęcia. To ma duże znaczenie, aby instrument był zrobiony i warsztatowo dobrze wykonany.

Po czym poznać, że instrument jest wykonany niechlujnie?

Jeśli chodzi o płytę spodnią i wierzchnią – odległość między boczkami a krawędzią musi być wszędzie równa. Poza tym skrzypce nie są instrumentem, w którym gdziekolwiek jest jakaś prosta, wszystko musi być płynne. Ktoś może jednak na przykład gdzieś coś wyprostować, bo nie umie opracować tego odpowiednio narzędziami, ef jeden większy drugi mniejszy, jeden szerszy drugi węższy. Jest mnóstwo istotnych rzeczy warsztatowych na które zwracamy uwagę. Także montaż świadczy o wykonaniu. Bardzo często instrumenty odrzucane są przez lakier, bo są niechlujnie „popaprane”, „pociapane”, z różnymi plamami…Zrzut ekranu 2017-03-19 o 22.19.41

Altówka, Nella Raphael?, Włochy? XVII/XVIII w., Kolekcja Instrumentów Lutniczych MKiDN, KIL-49, nr ewidencyjny MKiS XVc-50, fot. Waldemar Kielichowski, IMIT

 

Czy to prawda, że nakłada się aż do 20 warstw lakieru?

To wszystko zależy czy używa się lakieru olejnego czy spirytusowego. W przypadku olejnego jest to trzy do pięciu warstw, natomiast w przypadku spirytusowego 20 i więcej.

Można coś zepsuć?

Zależy co się zrobiło. Przy lakierze spirytusowym, jesli się na przykład coś poplamiło, można zrobić leciutko retusz, jednak to trochę trwa. Natomiast jeśli instrument jest mocno poplamiony to trzeba zmyć wszystko spirytusem. Podobnie w przypadku lakieru olejnego.

To tak jak z paznokciami.

Dokładnie tak.Zrzut ekranu 2017-03-19 o 21.01.19Wydali Państwo razem z Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu aktualny katalog. Jakie są nowe ustalenia odnośnie szkoły polskiej i czy nadal można utrzymać dawną poznańską hipotezę o polskim pochodzeniu skrzypiec?

Nie zajmowaliśmy się sprawą polskiego pochodzenia skrzypiec. Zadanie jakie sobie postawiliśmy dotyczyło kwestii usystematyzowania instrumentów do których mamy dostęp i które noszą cechy „szkoły polskiej”. Chodziło przede wszystkim o ustalenie jakie to są cechy, oraz przypisanie instrumentów do poszczególnych autorów. Na samym początku,   kiedy rozpoczęliśmy prace, wyłożyliśmy wszystkie instrumenty jeden obok drugiego, zupełnie anonimowo i szukaliśmy wspólnych cech stylistycznych korpusu rezonansowego. Nie leżały w kolejności Dankwart I, Jan Baltazar, Groblicz I, Groblicz III, i tak dalej. Najpierw interesowała nas  kwestia wizualna. Podzieliliśmy instrumenty na trzy spójne grupy. Nie przypisaliśmy jednak grup do poszczególnych autorów – myślę, że to wymaga jeszcze dalszych badań. W tej chwili możemy powiedzieć, że na pewno uprawnione jest pojęcie „polskiej szkoły lutniczej”, kiedyś określanej wąsko jako „szkoła krakowska”, i że istnieją cechy stylistyczne wyróżniające tę szkołę.

Jakie to są cechy?

Przede wszystkim sam kształt, szczególnie jeśli chodzi o dolną część korpusu. Jest ona, jak to nazywamy za profesorem Kamińskim, „workowato wyciągnięta”. Do tego płytka lekko tylko przymknięta talia. Łuki przynarożnikowe górne i dolne nie są głębokie, raczej płytkie, prowadzone dużym promieniem. W konsekwencji narożniki są bardzo krótkie (tylko jeden instrument ma chyba dłuższe narożniki). Do tego podwójna żyłka. W niektórych instrumentach odległości pomiędzy żyłkami są większe, w niektórych mniejsze, tu nie ma określonej zasady. Właściwie pierwszą rzeczą, o której powinno się powiedzieć, to że w większości instrumentów płyta spodnia i boczki wykonane są z jaworu oczkowego. Ten rodzaj materiału jest też cechą charakteryzującą szkołę polską. Jaworu oczkowego używał jeszcze Stainer w niektórych swoich instrumentach. Charakterystyczny jest także sposób cięcia – cięcie styczne. Płyty spodnie są w wielu wypadkach jednoczęściowe. Otwory rezonansowe mają duże oczka górne i dolne, ale jest też jedna grupa, w której te oczka są małe. Bardzo charakterystyczne są ostre języczki efów, choć prawdę mówiąc dziwi mnie, że w połowie XVIII wieku, kiedy już o ostrych języczkach wszyscy budowniczowie zapomnieli, u nas w Polsce w taki właśnie sposób były projektowane i wycinane.groblicz_02_08_11_07_2016_poznan_wk163324-kopia

Marcin Groblicz, Warszawa ok. 1730, Kolekcja Instrumentów Lutniczych MKiDN, depozyt w Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu od 1996 (nr inw. MNP Id 205), fot. Waldemar Kielichowski, IMIT

 

Po sarmacku. A czy wiadomo skąd pochodził jawor oczkowy?

Nie mamy na ten temat informacji. Nie wiemy czy to był rodzimy materiał, czy też był sprowadzany; a jeśli tak to skąd. Być może było to jednak drewno rodzime. W Bieszczadach jest bardzo dużo dobrego drzewa rezonansowego, a wówczas jeszcze łatwiej było to drewno pozyskiwać. Zrzut ekranu 2017-03-19 o 20.47.08Zrzut ekranu 2017-03-19 o 20.45.41

Marcin Groblicz, Warszawa ok. 1730, Kolekcja Instrumentów Lutniczych MKiDN, depozyt w Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu od 1996 (nr inw. MNP Id 205), fot. Waldemar Kielichowski, IMIT

oraz

Szkoła polska (Marcin Groblicz?) ok. poł. XVIII w., Kolekcja Instrumentów Lutniczych MKiDN, depozyt w Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu (nr inw. MNP Id 204), fot. Waldemar Kielichowski, IMIT

 

Przebadali Państwo gros instrumentów nowymi technologiami, także tomografem komputerowym.

W Polsce robiliśmy to po raz pierwszy, natomiast w Europie jest to już metoda dobrze znana. Funkcjonuje jako jedno z podstawowych badań, zresztą znakomite. Pokazuje nam bowiem bezinwazyjnie, bez otwierania instrumentu, wszystkie jego ubytki i pęknięcia. Możemy bardzo precyzyjnie pomierzyć grubości, możemy zobaczyć, czy są jakieś dublowane miejsca. Możemy też porównywać sposób rzeźbienia – w jaki sposób wygląda rzeźbienie płyty spodniej, płyty wierzchniej, jakie są różnice, jak wyglądają deformacje i z czego te deformacje wynikają. Można powiedzieć, że to badanie jest właściwie niezbędne przy rzetelnym opracowywaniu instrumentów.

Czego jeszcze nie wiemy?

Nie wiemy w jaki sposób pracowali polscy lutnicy siedemnasto- i osiemnastowieczni. Nie wiemy, czy pracowali na formie czy bez formy. A jeśli pracowali na formie, to czy była to forma wewnętrzna czy zewnętrzna. Tego niestety nie wiemy. Chcemy też dla pewności powtórzyć jeszcze badania dendrochronologiczne. Dalej jest kwestia chemicznego składu lakieru, który nie był jeszcze nigdy przebadany. Kamiński i Szulc pisali, że została zastosowana smocza krew. Lakier ten ma w odcieniu czerwień. Smocza krew była stosowana także przez Francuzów, rzadziej przez Włochów. Jako czerwonego barwnika używano też marzanny, której zresztą używamy do dziś, podobnie jak niektórzy jeszcze smoczej krwi. No i oczywiście sprawa gruntów, jakie stosowali nasi lutnicy Jeśli zostaną wykonane badania chemiczne wówczas można spróbować znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania. IMG_1077 Czy stare instrumenty są naprawdę takie dobre?

A czy Słoneczniki Van Gogha warte są milionów?

Gdybym miała to bym kupiła.

Ale czy są tego warte? O wartości rzeczy stanowi rynek, a rynek tworzą handlujący.

A propos handlujących: jak rozpoznać fałszywą karteczkę lutniczą?

To jest pytanie, które stawia bardzo wiele osób. Najprościej zbadać, czy papier jest oryginalny. Od tego trzeba by wyjść, a poźniej to kwestia znajomości sposobu pisania, są od tego eksperci, grafolodzy. Proszę zauważyć, że nie wkleja się nigdy do skrzypiec karteczek z nazwiskiem gorszego lutnika. Jak zwykle – pieniądz.

Które ze znadujących się w Polsce skrzypiec uważane są za szczególnie cenne?

Na pewno wszystkie polskie instrumenty są dla nas bardzo cenne, chociaż z ich muzyczną wartością jest problem – nikt nie grał na nich od wielu lat. Instrument przypisywany Dankwartowi (1602) gra bardzo pięknie, ale pozostałe są w takiej kondycji, że jest obecnie bardzo trudno przystosować je do grania. Jednymi z ciekawszych są skrzypce, które kupiło niedawno Muzeum Instrumentów, czyli skrzypce po Wieniawskim, który dostał je w Paryżu jako najlepszy absolwent Konserwatorium. Pierwszy instrument przeznaczony przez tę szkołę na nagrodę wykonał jeszcze Lupot w szóstym roku Republiki (1797). Władze Konserwatorium chciały w ten sposób promować lutników francuskich, zamawiano więc instrumenty u paryskich twórców. Wieniawski dostał skrzypce w 1848 roku zbudowane przez Charla Francoisa Ganda; jest to pięknie zdobiony złotymi literami instrument z ciekawą historią. Wartościowe są na pewno także instrumenty Panufnika, chociaż coś mu się nie udało, bo te instrumenty generalnie nie brzmią, choć są piękne.

Jak jest z dystrybucją materiału rezonansowego w Polsce? Czy są jakieś lokalne różnice?

Materiały są dystrybuowane na całym świecie w bardzo podobny sposób. W Polsce nie musimy już jeździć w Bieszczady. Pamiętam takie zimowe wyjazdy w góry z czasów studenckich. Mogliśmy przy pomocy siekierki odsłonić fragment pnia pod korą i zobaczyć czy drzewo ma odpowiednie dla nas walory plastyczne; mówiąc prosto, czy jest to jawor falisty. Teraz niestety wycinka drzew odbywa się przez cały rok. Obecnie materiał na instrumenty kupuje się u hurtowników, nie potrzeba już jeździć w góry i samemu wybierać drzewa do wycinki.

Czy w lutnictwie są obecnie jakieś trendy, mody?

Jak wspomniałam, od jakiegoś czasu jest moda na instrumenty robione na staro. Oczywiście jest też moda na różne struny, na określone akcesoria czy podstawki, natomiast jeśli chodzi o sam instrument, to raczej wszystko jest tak jak było.

A czy więcej kobiet zajmuje się obecnie lutnictwem?

Kobiet zajmujących się na świecie lutnictwem od wielu lat jest bardzo wiele. Różnicy między instrumentem wykonanym przez kobietę czy mężczyznę nie ma natomiast żadnej.

W temacie historycznych obiektów istnieją dwa stanowiska: muzykologów i muzealników przeciw renowacji oraz części stroicieli i większości muzyków, dla których niegrający instrument jest pozbawiony sensu. Czy wielokrotnie reperowany Groblicz, w którym zabytkowej substancji jest już de facto niewiele, to nadal instrument Groblicza? Czy skrzypce ratuje się mimo wszystko?

Tak. Skrzypce się ratuje. W przeciwieństwie do skrzypiec na przykład fortepiany nie uzyskują coraz większej wartości z biegiem lat. Skrzypce ratujemy zawsze i staramy się doprowadzać do tego, żeby grały. Chociaż w muzeach bywa inaczej. Podczas konferencji w 1996 roku w Paryżu muzykolodzy i lutnicy wypowiadali się na pytanie czy skrzypce powinny być w muzeum, czy powinny być grane. Muzykolodzy niestety zawsze mówili, że grać nie wolno, że trzeba wszystko trzymać w muzeum, lutnicy natomiast zupełnie inaczej, podobnie jak lutnicy twierdzili wykonawcy. Oczywiście to jest cały czas konflikt interesów. Muzykolodzy postulują także robienie kopii – kopia do grania, oryginał do sejfu, tak jak w Luwrze. Ale to nie jest to samo przecież. Niestety to nie jest to samo.

Czy konserwacja wiekowych instrumentów stwarza jakieś szczególne zagrożenie mikrobiologiczne?

To są raczej rzadkie przypadki, zdarzają się jeśli organizm jest jakoś szczególnie osłabiony. Przestrzegamy przepisów BHP. Niektórzy stosują rękawiczki do konserwacji. Napewno przy bezpośrednim oglądaniu starych instrumentów warto mieć rękawiczki, ale nie wyobrażam sobie noszenia rękawiczek jeśli mam na przykład skleić jakieś pęknięcie.

Jakie znaczenie ma publiczna Kolekcja Instrumentów Lutniczych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Związku Polskich Artystów Lutników w Warszawie?

Ta kolekcja ma niewątpliwie duże znaczenie dla muzyków, którzy z dobrego źródła mają instrumenty, które dobrze brzmią. Jest w niej parę naprawdę dobrych egzemplarzy, jak na przykład skrzypce Derazeya czy Vuillaume’a.Zrzut-ekranu-2017-02-24-o-23.47.12-1024x529Zrzut ekranu 2017-03-19 o 20.57.44Nawiązując do planowanego zakupu Stradivariusa przez Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu: potrzebny czy niepotrzebny nam w Polsce Stradivari?

Jak najbardziej! Wieniawski miał Stradivariego, ponoć Panufnik też miał. W ten sposób pomnaża się przecież dziedzictwo narodowe, należałoby tylko wybrać jakiś dobrze brzmiący egzemplarz. Kupowanie takich dzieł sztuki nie tylko nas nie zuboży ale wręcz przyniesie wymierne korzyści. Wartość takich instrumentów będzie przecież stale rosła.

Jaka była Pani droga do lutnictwa?

To do końca nie był przypadek. Pochodzę ze Stargardu Szczecińskiego i tam chodziłam do podstawowej szkoły muzycznej, w której grałam na skrzypcach. Mój starszy brat zdał do liceum muzycznego do Poznania na akordeon. Ponieważ moim problemem zawsze była trema, dyskwalifikowało mnie to właściwie jako skrzypaczkę. Brat powiedział mi o nowo otwartej klasie lutnictwa w poznańskim liceum i zapytał „może byś sobie na to poszła?”. I tak „sobie poszłam”. Do liceum przygotowania technicznego nie trzeba mieć. Kiedy skończyłam liceum akurat powstał tutaj kierunek studiów na akademii. Profesor Kamiński zatrzymał mnie na uczelni jako pierwszą i to był jedyny moment, kiedy wielu moich kolegów lutników było zbulwersowanych, że ja „baba”, zostaję na akademii, a oni nie. Potem takich sytuacji już nie miałam, zaczęłam pracować, otworzyłam pracownię, robię instrumenty. Kieruję Katedrą Lutnictwa Artystycznego, gdzie realizujemy wiele ciekawych projektów, organizujemy konferencje, jeździmy na wystawy do Londynu. Jestem członkiem związku lutników polskich, francuskich i angielskich. Rozpoczęliśmy na nowo współpracę z Muzeum Instruementów, z czego naprawdę bardzo się cieszę. Prawdę powiedziawszy nawet nie wiedziałam, że panowie w muzeum prowadzą swoje badania, dowiedziałam się kiedy swojemu byłemu studentowi, obecnie przyjacielowi Janowi Bartosiowi, zaproponowałam temat szkoły polskiej na pracę doktorską. Zaczęliśmy więc chodzić do muzeum i tak to się zaczęło.

Co oznacza Barbabietola, wpis w jednym z Pani instrumentów, który znajduje się obecnie w ZPALu?

La barbabietola to po włosku burak. Kiedy uczyłam się włoskiego bardzo mi się to słowo spodobało, la barbabietola. Ładne prawda?Zrzut ekranu 2017-03-19 o 21.49.52* Prof. Honorata Stalmierska, ur. 12 XII 1960 Stargard Szczeciński. W 1979 r. ukończyła klasę lutniczą Liceum Muzycznego im. M. Karłowicza w Poznaniu, i w 1984 r. studia lutnicze pod kierunkiem Andrzeja Łapy w Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego tamże (magisterium za skrzypce własnego modelu oraz pracę Klasyfikacja i typologia otworów rezonansowych napisaną pod kierunkiem Włodzimierza Kamińskiego). Od 1984 r. wykładowca lutnictwa w/w Liceum oraz w Akademii Muzycznej. W 1993 r. uzyskała tytuł doktora, a w 1998 doktora habilitowanego, obecnie profesor Akademii. W dorobku lutniczym ma ponad sto instrumentów, w tym skrzypce, altówki, surdynkę, wiolę d’amore, wiolę da gamba, gitarę klasyczną i historyczną. Uczestniczka Międzynarodowego Konkursu Lutniczego im. H. Wieniawskiego w Poznaniu (1986, 1991, 1996, 2002), a także w podobnym konkursie w Sofii w 1983 r. (nagroda dla najmłodszego uczestnika) i im. P. Czajkowskiego w Moskwie w 1998 r. (XI miejsce w kategorii altówek). Autorka naukowych artykułów i referatów z zakresu lutnictwa, a także współautorka opracowania Polska szkoła lutnicza. Instrumenty Grobliczów i Dankwartów, cz. 1, pod. red. P. Frankowskiego, Poznań 2016. Stosuje odręczne kartki lutnicze kaligrafowane: Honorata Stalmierska / Poznań 2002.  Członek ZPAL od 1983 r.

Zdjęcia (poza podpisanymi): Agata Mierzejewska


 

Dodaj komentarz