Nowe metody naukowe niektórych muzykologów. Casus klawesynu Fryderyka Wielkiego


Niezbyt mi zręcznie poruszać poniższe kwestie, w dodatku w felietonowym stylu, ale nie chcę aby moi bliżsi i dalsi współpracownicy czy znajomi niepotrzebnie narażali się na środowiskowy ostracyzm, występując w obronie praw autorskich niżej podpisanego. Rzecz dotyczy głośnej przed paru laty historii odnalezienia przeze mnie i zidentyfikowania klawesynu angielskiego Burkata Shudiego z przedwojennych zbiorów Zamku Królewskiego we Wrocławiu. Klawesyn należał do Fryderyka Wielkiego pruskiego, a grał na nim także sam, choć jeszcze nieletni, Wolfgang Amadeusz Mozart. Rzecz opisałem m.in. w „Ruchu Muzycznym” 2012 nr 10 s. 35-37 (Klawesyn Fryderyka Wielkiego niegodzien miejsca w warszawskim Zamku Królewskim), a także „Spotkaniach z Zabytkami” 2012 nr 7-8, s. 39-42 (Klawesyn Fryderyka Wielkiego). W 2011 r. instrument oceniłem i dokonałem jego ekspertyzy na zlecenie Zamku Królewskiego w Warszawie. Niestety dyrekcja Zamku nie kupiła owego niezwykle cennego artefaktu z bliżej mi nieznanych przyczyn i przekazała ofertę dalej (a także, bez mojej wiedzy, wykonaną przeze mnie ekspertyzę). Ostatecznie instrument zakupiło Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu (będące oddziałem tamtejszego Muzeum Narodowego).klawesyn_zdj.BV

fot. prof. Beniamin Vogel, 2011

Moje zdziwienie wywołała wkrótce wiadomość w korespondencji któregoś ze znajomych brytyjskich instrumentologów. Dotyczyła ukazania się jeszcze w końcu 2012 r. w tamtejszym piśmie Galpin Society Newsletter informacji o odkryciu w Polsce zaginionego klawesynu Shudiego (1), podpisanej przez Alinę Mądry i Patryka Frankowskiego z Muzeum poznańskiego, jako ich osiągnięcia badawczego bez wspomnienia o moim udziale. Anglicy nie rozumieją owej polskiej mataniny typu kto, jak i dlaczego. A jeszcze kilka miesięcy wcześniej (maj) informowałem ich nieoficjalnie o odnalezieniu klawesynu Shudiego podczas spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Instrumentologicznego (AMIS) i Międzynarodowej Organizacji Muzeów i Kolekcji Instrumentów Muzycznych  (CIMCIM) na wspólnej konferencji w Nowym Jorku (2). Dwa lata później podobny tekst i w podobnym stylu (my pachali!) (3) ukazał się w niemieckim opracowaniu poświęconym C. Ph. E. Bachowi, podpisany przez Alinę Mądry (4). O owych sukcesach badawczych usłyszałem też od znajomej zachwyconej profesor muzykologii, która jednocześnie zapytała: a czemu ty nic nie robisz? I wreszcie ostatnio we Wrocławiu pokazywano wypożyczony z Poznania rzeczony klawesyn na wystawie Dawne instrumenty Wrocławia (5), okraszonej z tej okazji specjalnym katalogiem. Zarówno zamieszczony tam specjalny tekst dr hab. Aliny Mądry, zatytułowany Klawesyn nr 496 Burkata Tshudiego – związki z Wrocławiem, historia instrumentu i jego odnalezienia oraz znaczenie dla europejskiej kultury muzycznej, jak i noty katalogowe nie wspominają ani mnie, ani moich tekstów w bibliografii.

Z Poznaniem mam zaległe potyczki, kiedy to w 1996 r. obejrzałem w Muzeum Instrumentów piękną wystawę zatytułowaną Polakowi tylko Boga a skrzypic. Dzieje lutnictwa na ziemiach polskich do II wojny światowej. Wystawie towarzyszył równie pięknie wydany katalog (6). Niestety ręce mi opadły, kiedy zobaczyłem, iż wykorzystana bibliografia (a zatem i wiedza) jest archaiczna (7). Uważałem to za dysgrację, marnotrawstwo pieniędzy i okazji do publikacji najnowszych badań w tej dziedzinie… Potem doznałem podobnych rozczarowań na widok wkładu Muzeum Instrumentów w opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku katalog wystawy Usłyszeć obraz (8). Moje krytyki wiele nie pomogły, bo jeszcze niedawno zauważyłem podobny anachronizm przy okazji publikacji przez Muzeum Instrumentów innego katalogu towarzyszącego kolejnej wystawie. Poznaniacy mieli najwyraźniej wstręt do podstawowego w zawodzie „odrabiania lekcji”, czyli zapoznawania się z aktualną literaturą przedmiotu, o którym piszą. Ale teraz, za sprawą klawesynu Fryderyka Wielkiego, poczułem się jak w jakiejś orwellowskiej powieści – nie tylko nie ma mojej pisaniny, ale i mnie jako osoby (jak się okazało, w Encyklopedii muzycznej PWM, do której napisałem kilkadziesiąt haseł, także mnie nie ma – pewnie nie zasłużyłem?).

Wracając do tekstu Pani Aliny Mądry w katalogu wrocławskim, gdzie bardzo ładnie opisany jest muzyczny dwór Fryderyka Wielkiego, a także aktywność muzyczna Wrocławia w ubiegłej epoce. Wspominana przez Autorkę rzekoma historia „dwunastu apostołów”, czyli niemieckich fortepianmistrzów szukających szczęścia w Anglii w wyniku bezrobocia spowodowanego wojną 7-letnią jest już dawno passe (sam ją przywoływałem w swojej książce o fortepianach polskich) i została bezspornie unicestwiona przez Michaela Cole’a (9). Po drugie, skoro nie wiemy, dokąd trafił klawesyn nr 496 wysłany na dwór Fryderyka Wielkiego, to łączenie go z Carlem Philippem Emanuelem Bachem bez przysłowiowego „być może” jest trochę na wyrost. Fryderyk Wielki miał wiele siedzib dworskich i pałaców, które lubił ozdabiać ładnymi dziełami sztuki i instrumentami, a tylko niektóre z nich regularnie odwiedzał. Podobnie informację o grze na klawesynie do lat 70. XX w. przez ostatniego (przed Muzeum Instrumentów) „właściciela” wrocławskiego klawesynu można między bajki włożyć. Instrument bez odpowiedniej opieki stroiciela, wymiany strun itp. był nie do użytku. Prawdopodobnie zresztą już w 1945 r. owych strun nie posiadał.

Jeszcze inna jest historia owego muzyka, który instrument z rąk sowieckich uratował (w latach 50. XX w. m.in. drugiego dyrygenta Filharmonii Olsztyńskiej i członka PZPR!). Bowiem należał on w czasie wojny do AK (i być może, po wojnie do tzw. dzisiaj „żołnierzy wyklętych”) i stąd zapewne starał się nie rozgłaszać posiadania owego instrumentu, aby nie wzbudzić zainteresowania władz. Jak wielu jemu podobnych miał też niejednoznaczną przeszłość. W czasie wojny był członkiem „patrolu likwidacyjnego” AK (wykonującego wyroki śmierci), ale w 1943 r. wydano na niego samego wyrok śmierci za „samowolną akcję dywersyjną” (pod tym enigmatycznym terminem kryły się m.in. napady rabunkowe, zabijanie Żydów i in.). Wyroku nigdy nie wykonano ze względu na zasługi w walce innych członków rodziny. Czyli powodów do ukrywania swojej tożsamości nie brakowało.

Przy okazji, skoro już nie istnieję, to mogę bez obaw wygłosić kilka uwag o katalogu wydanym przez Muzeum Miejskie Wrocławia z okazji w/w wystawy. Jest to niewątpliwie znakomite źródło informacji dla badaczy kultury muzycznej Wrocławia i Dolnego Śląska minionych epok. Niestety, mimo zapowiedzi o zastosowanym schemacie opisów katalogowych instrumentów wyraźnie brak konsekwencji w poszczególnych działach i ujednolicenia redakcyjnego. Do niektórych części zastosowano rozbudowane wstępy, do niektórych nie. W jednych mamy dodatkowe informacje o danym typie instrumentu, czy też dziejach budowniczego, w innych nic na ten temat. Najmniej danych oferuje część poświęcona fortepianom, gdzie nawet inicjałów imion budowniczych nie rozwinięto, np. Ed. Seiler (Legnica), czy też J. G. E. Norberg (Sztokholm). Ten ostatni miał imiona: Johan Gustaf  Engelberkt [po szwedzku Johan pisze się z jednym ”n”, a ten Gustaf przez „f”, choć bywają również pisani przez „v”]. Zastosowano też bardzo dziwną terminologię typu „pudło rezonansowe z wklęsłym bokiem” (czytaj: fortepian skrzydłowy) czy też „pudło rezonansowe w kształcie prostopadłościennym w pionie” (czytaj: pianino), a także „nakrywa górna” (czytaj: pokrywa skrzyni) i nakrywa klawiatury (czytaj: pokrywa klawiatury). Tutaj chyba znaleźć można ślady wykształcenia w kaliskim Technikum Budowy Fortepianów, bo kiedyś ktoś z owej zasłużonej instytucji recenzując mój tekst stwierdził, że nie ma żadnej pokrywy klawiatury, skoro u nich to się nazywa „nakrywa”! Natomiast części poświęcone instrumentom dętym i smyczkowym Marka Janczary są bardzo ciekawe, tak jak i osobny tekst Haliny Okólskiej o dziejach Towarzystwa Muzycznego „Schwägerei”. Przy okazji dziwię się wielce, że podczas przygotowywania katalogu nie nawiązano współpracy z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie jest najmniej dwoje znakomitych instrumentologów, w tym jeden, a właściwie jedna instrumentolożka, która m.in. zna pełne imię Seilera z Legnicy, bo pisała o tej firmie pracę magisterską, a także wiele wie o wrocławskich budowniczych instrumentów ubiegłych stuleci, bo na ten temat przygotowuje rozprawę doktorską.

Na koniec jeszcze Poznań ad libitum. W ubiegłym roku Muzeum Instrumentów wydało znakomity album (katalog?), Polska szkoła lutnicza. Instrumenty Grobliczów i Dankwartów, cz. 1, pod red. Patryka Frankowskiego. Jest to zbiorowa praca lutników Mirosława Barana, Jana Bartosia, Piotra Cieślaka, Honoraty Stalmierskiej i obecnego szefa Muzeum Patryka Frankowskiego. Tym razem nawet mnie cytowano. Całość robi imponujące wrażenie ilustracjami, layoutem, angielską wersją na CD, itd. Najważniejsza i najnowsza część opracowania to odkryte archiwalia dotyczące w/w lutników i zapowiedź ujawnienia treści dalszych archiwaliów w planowanej części drugiej wydawnictwa. Wreszcie poruszono także nietykalną dotąd sprawę cudownego rozmnażania Grobliczów i Dankwartów przez dotychczasowych badaczy. Zamiarem autorów było przedstawienie obecnego stanu badań nad tzw. polską szkołą lutniczą. Pokazano zdjęcia ponad 25 instrumentów, ich kontury, główki, podano wszelkie wymiary, fotokopie karteczek lutniczych i ich transkrypcje (niestety pełne błędów), itp., itd., wszystko po to, aby można było porównywać i wnioskować. Ale na tym się skończyło, bo wniosków praktycznie nie ma, a poza tym nie wszystkie uwzględnione parametry instrumentów dają się klasyfikować i realnie porównywać. Czyli jest to bardziej katalog niż opracowanie tematu. I tutaj znów dziwi, że do współpracy nie zaproszono osoby chyba najbardziej w tej materii zorientowanej, czyli Alicji Knast (10), niegdyś pracownicy Muzeum Instrumentów w Poznaniu, potem dyrektorki Muzeum Chopina w Warszawie, obecnie dyrektor Muzeum Śląskiego w Katowicach. A przecież w ostatnim zdaniu wstępu napisano: Chcemy, aby niniejsza książka dała podstawy innym badaczom do włączenia się w dyskusję na temat „Polskiej szkoły lutniczej”.

Niestety poznańskie Muzeum Instrumentów Muzycznych ma już od dekad tradycję unikania współpracy z innymi podobnymi instytucjami i badaczami, zapoczątkowaną jeszcze za czasów zmarłego przed laty prof. Włodzimierza Kamińskiego. Często pośredniczyłem wówczas w zdobywaniu informacji o polskich zbiorach dla zagranicznych badaczy, bo na ich listy, szczególnie te zza „żelaznej kurtyny” nigdy nie odpowiadano. W następnych dekadach nie było lepiej. A szkoda, bo Muzeum mogłoby być krajowym centrum informacji instrumentologicznej, a także inspiracją dla instrumentologów z innych ośrodków. Z własnego doświadczenia wiem, że współpraca daje znacznie lepsze wyniki niż jej brak, że nie wspomnę o słynnych niegdyś „krakowskich tapczanach”, znanych już na szczęście tylko starszemu pokoleniu polskich muzykologów. Liczę więc na bardziej otwartą politykę nowego kierownictwa w tej dziedzinie.

Beniamin Vogel


1. Alina Mądry, Patryk Frankowski, A 1765 harpsichord by Burkat Shudi (no. 496) rediscovered in Poland, “Galpin Society Newsletter”, vol. 34, October 2012 s. 5-6.

2. Beniamin Vogel, Instrumentolodzy na Manhattanie, „Ruch Muzyczny”, 2012 nr 20, s. 30-31.

3. W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych,Warszawa 1994, s. 344: my pachali ros., myśmy orali; myśmy pracowali (powiedzenie charakteryzujące ludzi przypisujących sobie cudze zasługi).

4. Alina Mądry, Das Cembalo ”No 496” von Burhardt Tschudi aus London. Die abenteurliche  Geschichte der Wiederentdeckung  eines besonderen Instruments, [w:] Unterwegs mit Carl Philipp Emanuel Bach, red. Christine Blanken, Wolfram Ensslin, Berlin 2014.

5. Dawne instrumenty muzyczne Wrocławia, red. M. Łagiewski, H. Okólska, Muzeum Miejskie Wrocławia, Wrocław 2017.

6. Janusz Jaskulski, Jacek Podbielski, Ryszard J. Wieczorek, Polakowi tylko Boga a skrzypic. Dzieje lutnictwa na ziemiach polskich do II wojny światowej, Poznań 1996.

7. Beniamin Vogel, W Poznaniu czas się zatrzymał, „Ruch Muzyczny”, 1997 nr 3, s. 33-35.

8. ”Usłyszeć obraz” – nieprzyzwoity bubel, „Ruch Muzyczny” 2008 nr 3, s. 32-35.

9. M. Cole, The Twelve Apostles? An Inquiry into the Origins of the English Pianoforte, „Early Keyboard Journal” 2000 nr 18, s. 9-52.

10. Zob. Alicja Knast, Nowa atrybucja skrzypiec ze zbiorów Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego w świetle badań nad polską szkołą lutniczą XVII i XVIII wieku, w: Zabytki muzyczne w zbiorach Muzeum Uniwersytetu Jgiellońskiego, red. R. Suchowiejko, Kraków 2016, s. 215-227; Alicja Knast, Lutnictwo w Polsce.


 

One Comment

  1. Alina Mądry

    Przeczytałam wpis prof. Vogla. Uważam, że doszło do nieporozumienia, w którym ucierpiało moje dobre imię naukowca. Przygotowałam już oficjalny komentarz w tej sprawie i przekażę go niezwłocznie na ręce Dyrektora Instytutu Muzyki i Tańca. Liczę, że moja odpowiedź zostanie wkrótce opublikowana na stronie Instytutu.

Dodaj komentarz